BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Tajemnice dolnośląskich mumii

Profesor Egon Ernst von Eickstedt gorączkowo przygotowywał wielkie paczki. Jego asystenci cierpliwie znosili czaszki, kości, książki i instrumenty naukowe. Część rzeczy zabierali do swoich mieszkań, reszta wyjeżdżała w głąb Dolnego Śląska do posiadłości znajomych i przyjaciół. Pakowali się wszyscy. Rosjanie byli już blisko, inne pracownie naukowe, kolekcje muzealne i prywatne, wyposażenie kościołów, zbiory bibliotek i archiwów były starannie liczone, a następnie ekspediowane z Wrocławia w znacznie bezpieczniejsze miejsca. Części z tych depozytów nie odnalazła się do dzisiaj.

Czaszki z końca świata

Profesor Eickstedt zabrał z miasta swoją piękną brazylijską żonę i wyjechał do Drezna. Wiedział, że teraz, pod koniec wojny nie ma już czego szukać w mieście. Do 1945 roku był dyrektorem Instytutu Antropologii we Wrocławiu, interesowała go „higiena rasowa” i eugenika, w 1933 roku usiłował wstąpić do NSDAP, ale prawdopodobnie zazdrośni koledzy popsuli mu szyki. Teraz miała nastąpić niespodziewana wymiana miejsc i słynny antropolog zdawał sobie sprawę z jej konsekwencji. Zostawiał jednak za sobą mnóstwo skarbów i kompletnie brakowało mu pomysłu, jak je później odzyskać. Do tej pory Eickstedt miał sporo szczęścia, robił badania m.in. na Andamanach, gdzie nie wpuszczano żadnych naukowców, a jego wrocławski instytut uchodził za jeden z najlepszych na świecie. Złoto go nie interesowało, dla niego wartość miały przywiezione ze świata eksponaty.

Powojenny chaos działał jednak na rzecz profesora. Wiosną 1946 roku udało mu się po raz pierwszy wrócić do Wrocławia, później robił to przynajmniej osiem razy. W jaki sposób, tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nie bacząc na nową sytuację w Europie, postanowił pokazać polskim kolegom po fachu, którzy przyjechali na Dolny Śląsk, gdzie ukryte zostały zbiory Instytutu Antropologii. Polacy ruszyli tropem adresów pracowników Eickstedta, a potem kolejnych skrytek. Nie chcieli wierzyć własnym oczom, gdy w  wieży zamku w Bobolicach trafili na 400 egzotycznych, australijskich i afrykańskich, czaszek ze zbiorów Hermana Klaatscha, zmarłego w 1916 roku wybitnego antropologa i autora m.in. „Mumii z Australii”.
W powojennym bałaganie, zupełnie nieoczekiwanie, światło dzienne ujrzał jeszcze jeden tajemniczy  „eksponat” . Prawdziwa, tym razem egipska, mumia. Została znaleziona… aptece.

Kolekcjonerzy na tropie historii

Patryk Chudzik, egiptolog w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, szef misji archeologicznej w Tebach Zachodnich od lat śledzi historie egipskich zabytków na Dolnym Śląsku. Powiedzieć, że takie ślady można znaleźć na każdym kroku to gruba przesada, ale jest ich sporo. Wystarczy obejrzeć mauzoleum w kształcie piramidy w Piotrowicach albo sfinksy w pałacu w Jakubowicach, gdzie wychowywał się Wilhelm Beliseus, archeolog, który przez 40 lat prowadził w Egipcie wykopaliska. Najwięcej jest jednak zabytków ruchomych, a te Wrocław zawdzięcza dwóm osobom.

– Pierwsza to Johann Gustav Gottlieb Büsching, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, znawca śląskiego średniowiecza, który miał wpływ na kształt i oprawę merytoryczną m.in. Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności – mówi Patryk Chudzik – Po 1829 roku uczniowie profesora zaczęli sprowadzać do Wrocławia wiele śródziemnomorskich zabytków, stąd prawdopodobnie w Muzeum Archeologicznym znajduje się bardzo ciekawa egipska zawieszka przedstawiająca człowieka z głową barana. Analogiczna znajduje się dopiero w Londynie.

Profesorowi Büschingowi, co warto wspomnieć, Dolny Śląsk zawdzięcza również jedną ze swoich największych i najdziwniejszych atrakcji. Na początku XIX wieku naukowiec kupił zamek Grodno w Zagórzu Śląskim, wstawił tam męski szkielet i rozgłosił, że to szczątki nieszczęśliwej z miłości księżniczki. Historia zatoczyła koło już po II wojnie światowej, kiedy nadszarpniętą przez czas księżniczkę rekonstruowali wrocławscy antropolodzy. Drugim graczem na egipskiej scenie był Wilhelm Albert Hugo Heinrich Grempler. Jemu swoje zbiory zawdzięcza Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

– Ten badacz prawdopodobnie przywiózł uszebti i kartonaż, których nie zdążył opracować. Uszebti to figurki przedstawiające zmumifikowaną postać ludzką, robione za pomocą specjalnych foremek – opowiada wrocławski archeolog, który sam odkrył jedyną na świecie uszebti wykonaną całkowicie ręcznie – . Figurki władano do grobu zmarłego jako jeden z elementów wyposażenia grobowego. Pełniły funkcję magiczną. Jako odzwierciedlenie zmarłego, miały pracować za niego w Krainie Umarłych, by ten mógł się cieszyć spokojnym życiem wiecznym. Najczęściej wykonywano je z gliny, ale znane są również egzemplarze kamienne, fajansowe i drewniane. Kartonaż natomiast to płótno zlepione gipsem, w którym modelowano niektóre rysy twarzy zmarłego. Pokrywał zmumifikowane i zabandażowane ciało. Na kartonażach przedstawiano różne sceny religijne, związane z zaświatami.

O ile te zabytki mają historyczną wartość to i tak najwięcej emocji wzbudzają   mumie. A te we Wrocławiu mamy dwie.

Muzeum Archidiecezji Wrocławskiej ma mumię siedmioletniego chłopca z XXX dynastii. Wilhelm Pelizaeus, bogaty fabrykant i twórca muzeum w Hildesheim, wielokrotnie organizował wyprawy naukowe do Egiptu. Przywożono stamtąd mnóstwo, również wielkogabarytowych zabytków. Prawdopodobnie kontakt z utworzonym w 1911 roku muzeum miał ksiądz Zygryf Zimmer, ten sam, który w 1947 roku wywiózł z Wrocławia do Niemiec słynną „Madonnę pod jodłami” Lucasa Cranacha Starszego. Ksiądz Zimmer dożył 65 lat i zmarł w dość tajemniczych  okolicznościach. Jego testament, choć istniał, nie został odnaleziony, że wiele osób łączyło śmierć duchownego z jego pracami na egipskich wykopaliskach. Nie wiadomo, jak ksiądz finansował swoje liczne i kosztowne podróże podczas których nabywał wiele zabytków. Ich wartość została oceniona na milion marek. Pewne jest tylko jedno, o mumiach egipskich musiał wiele wiedzieć.

– Pierwszy wrocławski metropolita kardynał Adolf Bertram pochodził właśnie z Hildesheim – mówi ks. prof. dr hab. Józef Pater, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego – Możliwe, że mumia chłopca została mu podarowana, następnie już po 1945 roku ksiądz Józef Kazimierz Lagosz przekazał ją do naszego muzeum.

Mumia na zdrowie

W zupełnie innych okolicznościach do Muzeum Człowieka przy Katedrze Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego trafiła mumia młodej kobiety. To właśnie ta mumia z apteki przy placu Solnym. Czekała tam na… sproszkowanie.

Łacińsko-niemieckie źródła z 1658 roku wspominają o trzech wrocławskich mumiach. Pierwszą z nich zniszczyli ówcześni lekarze, którzy nie znając jeszcze bezinwazyjnych metod badawczych, przeprowadzili na niej sekcję, aby przekonać się co jest w środku. Druga, pozbawiona stóp i kości udowej była mumią mężczyzny w sile wieku. Obydwie sproszkowali aptekarze i dodali do leków. Z „Komentarza Matthiolusa” dowiadujemy się, że mumia „dobra jest na bóle głowy przez oziębłą przyczynę spowodowane bez materii obecności. Pomaga na paraliż, ust wykrzywienie, padaczkę, na zawroty głowy (…). Leczy ból uszu (…). Wielu taką opinię głosi, iż kości ciał ludzkich, sproszkowane i wypite, pomagają na różnorakie ciała ułomności, a takoż, że każda kość swemu członkowi jest przyporządkowana”.

Ponieważ niektórzy aptekarze twierdzili również, że proszek znakomicie działa na potencję,. „egipski towar” znajdował więc wielu klientów. Mumie zdobyły popularność z powodu pomyłki jednego ze średniowiecznych lekarzy, który pomylił mumie z mumio – bituminą, która jest tradycyjnym lekiem arabskim, będącym po prostu naturalnym asfaltem. Złoża asfaltu, używane jako cenny lek oraz do mumifikacji ciał, znajdowano między innymi na powierzchni Morza Martwego. Gdy zasoby tej kopaliny zaczęły się kończyć, to arabscy lekarze stwierdzili, że można ją z powodzeniem zastąpić nasączonymi asfaltem mumiami.

Handel mumiami skończył się, gdy wyszło na jaw kupcy sami preparują swój towar z ciał bezdomnych i żebraków.. W końcu Egipt nie był skarbcem bez dna, Nabywcy zaczęli podchodzić do „starożytności” z większą ostrożnością, zaś aptekarze, żeby nie być posądzonymi o oszustwo, „pulver mumiae”, czyli proszek mumiowy oznaczali informacją „prawdziwa mumia egipska”. Niemniej jednak, jeszcze w XIX wieku egipski specyfik był dostępny w aptekach.

Kim jesteś kobieto?

W 1717 roku pojawiła się informacja, że w podziemiach wrocławskiej Apteki pod Murzynkiem na placu Solnym znajduje się trzecia mumia. To właśnie ta, która wystawiona została w Muzeum Człowieka. W powojennym „Słowie Polskim” dziennikarze pisali, że to zabalsamowane ciało należy do jakiegoś piastowskiego władcy, ponieważ mumia miała wokół głowy „koronę” z błyszczącego papierka. Mumię przeniesiono wkrótce na uniwersytet, ale tak na poważnie jej badaniami naukowcy zajęli się dopiero pod koniec lat 90. XX wieku.

Prof. Krzysztof Borysławski, ówczesny kierownik Katedry Antropologii UWr., postanowił „prześwietlić” Egipcjankę. Zabrał mumię do swojego samochodu i zawiózł do Krakowa. Tam, na Akademii Medycznej przeszła badania tomograficzne. Okazało się, że to szczątki młodej, mniej więcej dwudziestoletniej kobiety, która żyła w okresie od 600 do 300 lat p.n.e. Żeby uprościć formalności, egipską dziewczynę wwieziono do szpitala, jako zwykłą pacjentkę. Na izbę przyjęć wjechała na normalnym wózku przykryta prześcieradłem.

– Mumia ma znacznie uszkodzone bandaże w okolicy klatki piersiowej, a rentgenolog prof. Andrzej Urbanik z Katedry Radiologii w Krakowie stwierdził przesunięcie kręgów szyjnych ku przodowi, tak, jakby ktoś próbował zerwać zmarłej z szyi jakiś wisior czy inną ozdobę – opowiada Zofia Wiktor-Sztromwasser, która od początku uczestniczyła w tworzeniu Muzeum Człowieka  – Prof. Andrzej Niwiński z Instytutu Archeologii w Warszawie  stwierdził, że układu ciała i sposób bandażowania zwłok przemawiają za datowaniem mumii na Okres Późny (600-300 r. p.n.e.). Tomografia komputerowa wykonana w 2002 roku wykazała natomiast, że  jej czaszka jest wypełniona w jednej trzeciej substancją żywiczną, a widoczne uszkodzenie struktur kostnych nosa świadczyć może o stosowanym powszechnie przy balsamowaniu zwłok w Egipcie usunięciu mózgowia przez nos.

Mumia przez lata frapowała badaczy. Kim była ta kobieta? Dlaczego zmarła? Jak mogła wyglądać? Odpowiedzi na takie pytania nigdy nie są proste, tym bardziej, że na niekorzyść pytającego działa czas. Pojawił się jednak pomysł, żeby zrekonstruować mumii twarzy  Do tego była potrzebna czaszka, właściwie jej gipsowy odlew. Czaszka jest integralną częścią całego ciała, nie można jej było oddzielić od reszty bez szkody dla całej mumii. Dlatego prof. Krzysztof Borysławski poprosił o pomoc Instytut Technologii Maszyn i Automatyzacji Politechniki Wrocławskiej, a antropologii przyszła z pomocą zaawansowana wówczas technika. Po stworzeniu komputerowo trójwymiarowego obrazu czaszki, powstał jej model żywicy fotoutwardzalnej. Ten proces trwał  80 godzin.

Gdzie jesteś skarbie?    

Rekonstrukcji twarzy wrocławskiej mumii podjęła się dr Zofia Łubocka z Zakładu Antropologii PAN i była to pierwsza taka praca w Polsce. Wygląd „księżniczki” trochę rozczarował, nie wiedzieć czemu wszyscy liczyli, że okaże się ślicznotką.

– Mumia jest wizytówką naszego muzeum – nie ukrywa jednak prof. Bogusław Pawłowski, kierownik Katedry Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego, choć przyznaje, że bliższe mu są inne eksponaty, m.in. czaszki z kolekcji Klaatscha odnalezione zaraz po wojnie. Starała się odzyskać je nawet Ambasada Australii, bo w kolekcji znajdują się czaszki aborygenów, ale polskie władze nie wyraziły na to zgody.

Patryk Chodzik, egiptolog  nie ukrywa, że nie wiemy jeszcze wszystkiego o egipskich skarbach na Dolnym Śląsku. Przecież w 1821 roku Heinrich Menu von Minutowi z Biedrzychowic prowadził badania w słynnej piramidzie schodkowej Dżosera w Sakkarze. Minutoli miał szczęście, trafił w grobowcu na wiele skarbów, m.in. na pozłacaną czaszkę i pozłacane podeszwy butów, sarkofag i mumię dziecka. Legenda, ale tylko legenda, mówi też, że Minutoli miał kolekcję egipskich mumii, po których nie został ślad.

Dokładnie dziesięć lat temu poszukiwacze skarbów trafili w jednej z piwnic na skrytkę niemieckiego archeologa, który ukrył przedmioty z egipskiego grobowca. Czy były częścią większej kolekcji? Pochodziły z Wrocławia? Niestety, wyjechały i ślad po nich zaginął .Ale to odkrycie daje też nadzieję, że na Dolnym Śląsku egiptologów czeka jeszcze wiele niespodzianek.

Komentarze

Twój adres E-mail nie zostanie opublikowany na tej stronie.

Kod zabezpieczający *