Spotkanie z magicznymi zamkami, 3 grudnia 2017

Trzeba mieć wiele fantazji oraz mnóstwo pieniędzy, żeby kupić sobie zamek. W lecie jeszcze wszystko jawi się w pięknych kolorach, przyjeżdżają goście, nocami harcują duchy, turyści przywożą historie o ukrytych skarbach i innych tajemnicach. Ale potem nadchodzi listopad, po nim grudzień, dni stają się coraz krótsze, nawet duchy zamykają się na strychu i wyczekują wiosny. Jesień i zima zdecydowanie są najtrudniejszym czasem w życiu prywatnych zabytków. W najbliższą niedzielę, 3 grudnia o godz.10.00 zapraszam do Hali Stulecia we Wrocławiu, gdzie w Sali Czerwonej opowiem o zagadkach dolnośląskich zamków i pałaców. Spotkanie związane jest z promocją mojej najnowszej książki „Magia dolnośląskich zamków, część 3” i odbywa się w ramach 26. Wrocławskich Targów Dobrych Książek. Po tajemniczych opowieściach, będę podpisywać książki przy stoisku nr 36. Zapraszam!

Międzylesie: W labiryncie tajemnic

Marzenia o własnym pałacu można jeszcze zrozumieć. Ale, żeby tak od razu kupować zamczysko, giganta na samym końcu świata? To już lekka ekstrawagancja. Tymczasem Jerzy Adamiczka i Jacek Cząstkiewicz, jak wybierali, od razu wzięli sobie na barki dziewięć tysięcy metrów kwadratowych. Poszli na całość i zainwestowali w siedemsetletni zabytek w Międzylesiu, niemal tuż przy polsko-czeskiej granicy. I tak stali się właścicielami kompleksu otaczającego, ozdobiony krużgankami, renesansowy dziedziniec, barokowego pałacu dobudowanego do starszych murów, historii austriackiego rodu Althannów, ducha księżniczki i zagadki zamkowego skarbu. Brakuje im chyba tylko kozy, ale tak na poważnie, to w planach mają wypożyczenie kucyków, na których mogłyby jeździć dzieci zamkowych gości. Na razie po dziedzińcu biega Fakir, wielki czarny pies Jerzego Adamiczki.

Będkowice: W cieniu Śląskiego Olimpu

Trudno gdybać nad tym, co jadali właściciele dworu w Będkowicach, na pewno jednak uwielbiali piwo. Jeśli kamienie nauczą się kiedyś mówić, to opowiadać będzie o tym wejście do dworu. Ma piękny, renesansowy portal z piaskowca i dziwne wgłębienia po bokach, gdzieś tak na wysokości czterdziestu – pięćdziesięciu centymetrów. Lesław Pańczyszyn, właściciel dworu przypuszcza, że te wgłębienia mają związek z kulinarnymi gustami dawnych gospodarzy.