BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Pociąg pełen skarbów pod Wałbrzychem?

Cały świat szuka złotego pociągu pod Wałbrzychem. Tymczasem znalazłam swój tekst sprzed 15 lat dotyczący tego samego skarbu. Pisałam o nim w wówczas w miesięczniku „Odkrywca”, a potem w mojej książce „Dolny Śląsk, jakiego nie znacie”. Poniżej fragmenty.

Eksploratorzy z Wałbrzycha są przekonani, że natrafili na miejsce, w którym może znajdować się wlot do nieznanego nikomu poziemnego tunelu spod zamku Książ. Zdaniem naszych informatorów w tunelu może ciągle stać pociąg z niezwykle cennymi w czasie II wojny światowej minerałami. Po przetworzeniu Niemcy używali ich w produkcji lotniczej.

9 maja 1945 roku Rosjanie byli już w Wałbrzychu. Kilka tygodni wcześniej ze Świebodzic odjechał specjalny, opancerzony pociąg. Nie wiadomo, co wiózł, być może depozyty miejscowej ludności, może dokumenty, broń, a może właśnie minerały. Cokolwiek to było, zostało dobrze zabezpieczone. Celem pociągu był Wałbrzych, ale skład nigdy nie pojawił się w tej miejscowości. Nie dotarł nawet do najbliższej stacji na tej linii, do Szczawienka.

Rozpłynął się gdzieś w powietrzu

na trasie pomiędzy Świebodzicami a Szczawienkiem, prawdopodobnie około 3 km za miastem, z którego wyruszył, i mniej więcej na 61 km trasy Wrocław – Wałbrzych.

– W tej opowieści jest wiele zagadek, hipotez i pytań, na które trudno znaleźć jednoznaczne odpowiedzi – twierdzi Tadeusz Słowikowski, wieloletni badacz tajemnic Książa – Niemcy zamierzali doprowadzić do zamku linię kolejową, którą pociągi wjeżdżałyby więc do wnętrza góry. Taka linia była koniecznością. W 1941 roku rozpoczęła się przecież przebudowa najpiękniejszego, śląskiego zamku. Setki jeńców pod czujnym okiem 35 hitlerowskich architektów zamieniało pełną przepychu rezydencję w solidny blok w nazistowskim stylu. Potężne kolumny, proste, surowe wykończenia, jak najmniej ozdób. Zdzierano tapety i wyrywano stiuki. Wszystko lądowało w wąwozie obok Książa.

Pod zamkiem powstawały gigantyczne podziemia

Obetonowane i prawie wykończone mają dzisiaj ok. 3200 m powierzchni. Znalazło się w nich miejsce na coś w rodzaju dworca kolejowego. A skoro powstał dworzec, musiały być i tory, najlepiej niewidoczne gołym okiem. Hitler przecież musiał być bezpieczny. Stąd pomysł, aby położyć je pod ziemią. Największą zagadką jest jednak ich umiejscowienie. Którędy biegł tajemniczy tunel spod zamku Książ? Gdzie znajdował się jego wylot? Tadeusz Słowikowski, który pół życia poświęcił na badanie zagadek Wałbrzycha do niedawna twierdził, że dokładnie może wskazać to miejsce. – Zamaskowany tunel, do którego wjechał pociąg znajduje się dokładnie na 61 km linii Wrocław – Wałbrzych – opowiadał – W tym miejscu na trasie znajdował się rozjazd i rozpoczynał się boczny tor prowadzący do tunelu. Tunel prowadził aż do podziemi Książa. W wąskim wąwozie o stromych zboczach było dość miejsca, aby poprowadzić bocznicę. Pod koniec wojny hitlerowcy zamaskowali to miejsce, a potem wysadzili. W 1947 roku znaleźli się nawet świadkowie, dwie kobiety, które widziały wjazd do tunelu. Pozostawał jednak cały czas problem, kto zasypał tunel i co naprawdę znajduje się w środku Jeżeli to legendarny, zaginiony pociąg, to

jak niebezpieczny jest jego ładunek?

Sprawa podziemi nie dawała Tadeuszowi Słowikowskiemu spokoju. Codziennie od nowa przeglądał te same mapy, przepytywał Wałbrzyszan, szukał jakichkolwiek śladów. W pracy towarzyszył mu Andrzej Gaik, poszukiwacz z Wałbrzycha i „część” wykonawcza tego dwuosobowego zespołu. W końcu dwa lata temu trafili na nowy, zupełnie niesamowity ślad. Zarówno relacje świadków, jak i badania najnowocześniejszym sprzętem wykazały, że na trasie Wrocław – Wałbrzych może znajdować się… jeszcze jeden tunel! Jego zamaskowany wlot miałby się znajdować na 65 km tej trasy. – Nasyp wygląda w tamtym miejscu jak ogromne zapadlisko – opowiada Andrzej Gaik – Cały czas osuwa się tam ziemia, odkrywaliśmy tam darń i okazało się, że znajdują się pod nią skały z zupełnie innego regionu. Dlatego postanowiliśmy zacząć kopać w tamtym miejscu. – Najdziwniejsze jest to, że w zimie topnieje tam śnieg, a na samym dole rośnie trawa. To znaczy, że pod spodem jest pustka, jest cieplej – tłumaczy Tadeusz Słowikowski – Najbardziej jednak przekonała mnie relacja świadka, który tu pracował za Niemca. Był pomocnikiem maszynisty, wypychał wagony na bocznicę kolejową w kierunku Książa. Widział tunel wchodzący w skarpę, podpatrzył, że w nasypie za wysokim ogrodzeniem stały dwa wagony obok siebie, musiały być więc dwa tory. Badania bardzo zaawansowanym sprzętem wykazały istnienie w tamtym miejscu nawet

dwóch tuneli ciągnących się w kierunku sadów

w Lubiechowie! To dopiero byłaby sensacja!

W pobliżu miejsca, w którym znajdowałyby się podziemia stały niegdyś 3 domki. Kiedy Niemcy chcieli wysadzić w pobliżu most, staruszek z jednego z domków poprzecinał kable. Został za to rozstrzelany. Ale to nie koniec historii. Okna z domku staruszka wychodziły prosto na skarpę, w którą mógł wjeżdżać pociąg. Zdaniem Tadeusza Słowikowskiego, starszego pana zastrzelono w związku z maskowaniem skarpy. Nie mógł pozostać żaden świadek. Tunel pod zamek Książ musiał pozostać tajemnicą. Tym bardziej, że został w nim zasypany pociąg.

– Prawdopodobnie znaleźlibyśmy w nim rzadkie minerały, które po przetworzeniu służyłyby produkcji lotniczej. W czasie wojny te minerały były droższe niż złoto – uważa Andrzej Gaik. Poszukiwacze nie byliby poszukiwaczami, gdyby zgromadzone przez siebie materiały zostawili w spokoju. Dwa lata temu skupiona wokół Tadeusza Słowikowskiego i Andrzeja Gaika grupa rozpoczęła eksplorację podziemnego tunelu. W praktyce oznaczało to

żmudne kopanie w zboczu skarpy

w której sprzęt wykazał istnienie pustki. I tu zaczęły się problemy. Okazało się, że żadna instytucja nie jest na tyle „kompetentna”, aby wydać poszukiwaczom pozwolenie na prace.

– Próbowaliśmy już i na kolei, i u konserwatora i w obronie cywilnej – żali się Andrzej Gaik. Nikt nam nie chce pomóc. A my trafiliśmy już na mur oporowy, który trzymał cały ten tunel. Przecież tu chodzi o wyjaśnienie jednej z największych tajemnic Dolnego Śląska. Poza tym, w takim odkopanym tunelu mogłaby powstać kolejna podziemna trasa turystyczna. Lech Gołembiewski z Wojewódzkiego Inspektoratu Obrony Cywilnej, członek zespołu wojewody zajmującego się m.in. pozyskiwaniem i sprawdzaniem informacji dotyczących zaginionych dóbr na razie nie wie, jak potoczy się dalej sprawa książańskiego tunelu, którą zna doskonale. – Czekamy na ukształtowanie się nowych władz – mówi Lech Gołembiewski – Jeżeli zespół wojewody zostanie utrzymany, wtedy zwrócimy się z prośbą do zarządu DOKP o możliwość prowadzenia prac w miejscu wskazanym przez pana Słowikowskiego.

Komentarze

Twój adres E-mail nie zostanie opublikowany na tej stronie.

Kod zabezpieczający *