BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Międzylesie: W labiryncie tajemnic

Marzenia o własnym pałacu można jeszcze zrozumieć. Ale, żeby tak od razu kupować zamczysko, giganta na samym końcu świata? To już lekka ekstrawagancja. Tymczasem Jerzy Adamiczka i Jacek Cząstkiewicz, jak wybierali, od razu wzięli sobie na barki dziewięć tysięcy metrów kwadratowych. Poszli na całość i zainwestowali w siedemsetletni zabytek w Międzylesiu, niemal tuż przy polsko-czeskiej granicy. I tak stali się właścicielami kompleksu otaczającego, ozdobiony krużgankami, renesansowy dziedziniec, barokowego pałacu dobudowanego do starszych murów, historii austriackiego rodu Althannów, ducha księżniczki i zagadki zamkowego skarbu. Brakuje im chyba tylko kozy, ale tak na poważnie, to w planach mają wypożyczenie kucyków, na których mogłyby jeździć dzieci zamkowych gości. Na razie po dziedzińcu biega Fakir, wielki czarny pies Jerzego Adamiczki.

Janosik i Goering w jednym stali lesie

Choć międzyleski zamek jest ogromny i dodatkowo połączony z kościołem, niemal nie widać go w mieście. Nieco cofnięta fasada zabytku, oddzielonego fosą od ulicy, tak zlała się z innymi budynkami, że czasem można ją ominąć. Zamek wygląda tak, jakby został wciśnięty w miasto. To zarówno wada, jak i zaleta. Wada, bo trzeba się wiele napracować nad jego promocją, zaleta, bo wielki kompleks zapewnia spokój i bliskość centrum. Wystarczy po prostu przejść z dziedzińca przez bramę, potem uroczy mostek na fosie i już jesteśmy w sercu miasteczka.

Międzylesie leży pomiędzy Górami Bystrzyckim i Masywem Śnieżnika, dziesięć kilometrów od granicy z Czechami. Niegdyś te tereny porastały gęste puszcze – stąd nazwa miasta Mittelwalde, czyli „pomiędzy lasami”. Legenda mówi, że pierwszą osadę założył tu jakiś czeski książę, który bawił w okolicy na łowach. On też miał zbudować myśliwski zameczek, choć ten właściwy, murowany zaczął powstawać dopiero w XIV wieku. .

– Bez zamku, Międzylesie byłoby zapewne tylko kolejnym malowniczo położonym górskim miasteczkiem – pisze w artykule „Zamek pro publico bono” Jerzy Adamiczka, architekt i współwłaściciel obiektu. I ma rację, bo Międzylesie, choć nie brak mu uroku, ciągle nie jest zbyt dobrze znane. Tymczasem historia z tajemnicą usiadły tu przy jednym stole i stworzyły nieprawdopodobnie smakowite menu. Na przystawkę, po czeskiej stronie Kraliki z sanktuarium na wzgórzu i umocnieniami artyleryjskimi, do których pielgrzymują miłośnicy obiektów militarnych z całej Europy. Na pierwsze danie: słynna Droga Sudecka, przez Niemców uznawana przed II wojną światową za jedną z najpiękniejszych tras widokowych w całym kraju. W okolicy zagubione, malownicze wioski: Lesica, Niemojów, Gniewoszów z ruinami zamku Szczerba, rozrzucone wśród lasów przydrożne rzeźby i kościółki, malownicze trasy wzdłuż granicznej Dzikiej Orlicy. Jest tu również rezerwat Zemska Brana, z którym wiąże się postać czeskiego Janosika.  Podobno w tych okolicach polował Goering. Drugie danie to uzdrowisko Długopole Zdrój i pięć przystanków pociągiem do zamku w Gorzanowie. Na deser masyw Śnieżnika i Międzygórze i wizyta w Nowej Wsi, której wielką świątynię widać z zamku w Międzylesiu. I wszystko to na wyciągnięcie ręki.

Welon Marii Antoniny

Wystarczy wejść na dziedziniec zamku, żeby zrozumieć, jak ciężką pracę wykonali tu budowniczy i architekci. W XIII wieku przez pewien czas Międzylesie należało do cystersów z Kamieńca Ząbkowickiego, potem stało się własnością pochodzących z  Miśni von Gloubosów, którzy wznieśli tu murowany zamek z kamienną, tzw. Czarną Wieżą. Globusowie byli trudnymi panami. Tworzyli powoli imperium, ale kosztem swoich poddanych. Ograniczali prawa chłopów, nakładali na nich coraz wyższe daniny, a nieposłusznych po prostu wypędzali. Po pożarach i zniszczenia w kolejnych wiekach, w 1580 roku do Czarnej Wieży dobudowany został renesansowy zamek, a piętnaście lat później obok stanął kościół. W 1652 roku Międzylesie przeszło w ręce potężnego Michaela Ferdynanda von Althanna i od tej pory wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie.

Wywodzący się znad jeziora Bodeńskiego Althannowie byli znani w całej Europie. Jeden z braci Michaela został feldmarszałkiem i komendantem twierdzy w Brzegu, drugi przez pewien czas był wicekrólem Neapolu i Sycylii. W historii Międzylesia chwalebnie zapisał się Michael Wenzel II., Nie dość, że „dołożył” do zamku barokowy pałac, w którym mieści się dziś hotel, to jeszcze zbudował w mieście wodociąg, ufundował szpital dla ubogich i postawił kolumnę maryjną w samym centrum miasta. On też wzniósł wśród leśnej głuszy kościół w Nowej Wsi, zamierzając osadzić tu pijarów z Pragi. Klasztor nigdy jednak nie powstał, hrabiemu po prostu zabrakło pieniędzy. Za to sama świątynia jest imponująca. Legenda mówi, że tajemniczy książę S., cudem uwolniwszy się z tureckiej niewoli przysiągł, że ją zbuduje w podzięce. Pozbawiono go jednak majątku, zwrócił się więc do poznanego w Wiedniu hrabiego Althanna, przodka Michaela z prośbą o pomoc. Magnat wskazał na Nową Wieś i razem zaczęli budować kościół.
W rzeczywistości świątynia powstała sto lat później, w 1751 roku. Za cztery lata miała urodzić się przyszła królowa Francji Maria Antonina. W Nowej Wsi przez wiele lat wisiał jej sześciometrowy welon z brabanckiej koronki, który – według legendy –

Łódź wpływa do kościoła

Althannowie lubili mieć wszystko co najlepsze. Dlatego przy licznych budowach i przebudowach korzystali z pracy włoskich architektów i rzemieślników, z których niektórzy wcześniej pracowali już w Gorzanowie i w zamku w Nachodzie. Jacobo Carove, syn słynnego Andrei, który przebudowywał zamek w Kłodzku, zaprojektował dla Michaela Wenzela II nie tylko nowe skrzydło zamku, tym razem we włoskim stylu, ale i kościół w Nowej Wsi. Pałac w Międzylesiu upiększył posągami i wazonami kwiatowymi, które ustawił przy wjeździe i w ogrodzie. To on również prawdopodobnie przebudował w barokowym stylu kościół parafialny Bożego Ciała w Międzylesiu łącząc go piętrowym krużgankiem z pałacem. Około 1750 – 60 roku wnętrze świątyni wzbogaciło się o piękną i oryginalną ambonę. Ma ona kształt sunącej po falach łodzi. Jej żagiel przytrzymuje złota lina.

Skarby Międzylesia trzeba więc wciąć odkrywać na własną rękę. W mieście – jak na ironię – brak punktu informacji turystycznej, a szkoda, bo rzadko które miasto ma taki potencjał. Z „Siedmiu Braci”, podcieniowych domów tkaczy z XVII wieku, do dziś zostały tylko dwa. Pięć pozostałych zostało rozebranych w latach 70. XX wieku. Trudno gdzieś znaleźć informację, że trasa koleją czy to w kierunku Kłodzka, czy Czech zapewnia malownicze widoki, że można bezproblemowo przewieźć w wagonach rowery i zwiedzać okolicę na własną rękę. Turyście rzadko widząc tutejszy dworzec kolejowy, który po remoncie przypomina bardziej halę na lotnisku niż lokalną stacyjkę. Co do jednego nie ma wątpliwości, położenie Międzylesia czyni go, w tym również zamek położony w centrum miasteczka, miejscem wyjątkowym.

Duch księżniczki

Barokowe skrzydło zamku właściciele już wyremontowali i zrobili w nim hotel. Z pokoju widzę dziedziniec i najstarszą część zabytku, który kryje labirynt tajemniczych pomieszczeń. Piwnice, korytarze, wewnętrzny, wąski dziedziniec są idealnym miejscem do kręcenia thrillera. Nie horroru, a thrillera właśnie, bo te mury mają w sobie coś miłego i wszystko musi tu dobrze się kończyć. Jerzy Adamiczka i Jacek Czostkiewicz mają wielkie plany. W dawnej stajni, gdzie zachowały się kamienne poidła dla koni, działa już restauracja znana z naprawdę dobrej kuchni. Menu opiera się w większości na lokalnych produktach, a ceny są przystępne, można nawet powiedzieć nie pałacowe. Pod dziedzińcem ma powstać docelowo basen ze SPA, a w części renesansowej nowoczesny hotel ze wszystkim dodatkami, których potrzebują luksusowi goście. Ile czasu dają sobie właściciele? Panowie tylko się uśmiechają… Zaledwie w ciągu kilku lat zrobili już sporo, a na dewastację zamku pracowały pokolenia.

W czasie II wojny światowej w Międzylesiu funkcjonował wielki ośrodek wypoczynkowy Luftwaffe. Wyjeżdżający w pośpiechu właściciele pozostawili w pałacu sporą część wyposażenia: mebli, dywanów, obrazów i książek – rozgrabionych następnie nie tylko przez okolicznych mieszkańców, ale również przez różne instytucje i urzędy.  Podobno jednak najważniejsze rzeczy zostały spakowane i wywiezione poza zamek, nie wiadomo jednak, dokąd trafiły. W jednej z pobliskich wsi żywa jest legenda o skarbie Althannów ukrytycm w pobliskim lesie.

W 1950 zagarnięty przez skarb państwa zabytek restaurowano, a jego wnętrza adaptowano na cele kolonijno-wczasowe. W roku 1972 w wyniku pożaru miasta spłonęła część renesansowa zamku, co spowodowało zamknięcie go dla zwiedzających i ponowny remont. Później zarządzała nim m.in. katowicka Elektrociepłownia i Żegluga Polska, w obydwu przypadkach z takim samym skromnym skutkiem. A jednak, mimo tych trudnych lat, cały kompleks ma w sobie tajemniczy urok. Barokowa galeria projektu Carowe świetne służy plenerom fotograficznym, nie odremontowane jeszcze ściany są znakomitym tłem dla obrazów, najstarsza, ciągle zrujnowana część zamku jest bardzo popularna wśród zwiedzających.

– Ja nawet wolę te stare zaułki zamku niż te nowe, wyremontowane – śmieje się Jacek Cząstkiewicz. I chociaż mu się nie dziwię, mnie najbardziej podoba się harmonia. Wygodny pokój w baroku z widokiem na wciąż restaurowany renesans. No i poranna kawa na zielonym dziedzińcu. I wieczorne spotkania z duchami, bo w zamku mieszka żona jednego z pierwszych właścicieli Ottona Gloubosa. Piękna i zdradziecka kobita została uwięziona przez męża w zamkowej wieży i spłonęła w niej podczas najazdu husytów. Trochę straszna to historia, ale czym byłaby noc na zamku bez opowieści z dreszczykiem?

Komentarze

Twój adres E-mail nie zostanie opublikowany na tej stronie.

Kod zabezpieczający *