BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Kroniki oblężonego pociągu III

Skan przedstawiający rzekomy pociąg zasypany w Wałbrzychu fachowcy uważają za niewiarygodny. „Znalazcy” założyli spółkę, z której strony pochodzi obraz z georadaru.

Dziesięć dni temu siedziałam we wrocławskim studiu TVN, czekając na łączenie z Warszawą. Przed rozmową ze mną telewizja emitowała reportaż z Gór Sowich, w którym występowali dwaj, dobrze znani mi panowie i trzeci, którego do tej pory nie spotkałam. To właśnie ten trzeci powiedział, że istnieje znakomity georadar KS-700, na którego odczycie można zobaczyć ukryty w tunelu pociąg, nawet z wieżyczkami. Potem, już poza ekranem, dziennikarz wyjaśniał, że taki georadar ma w Polsce tylko jedna osoba, pewien biznesmen. Wnioski nasunęły się same.

„Skoro rozmawialiście Państwo z kimś, kto ma taki georadar, to znaczy, że już wiecie, kto jest odkrywcą” – powiedziałam i wcale to nie był żart. Nikt w studio nie zareagował, a dopiero wczoraj Darek Bohatkiewicz z TVP, po szesnastu godzinach negocjacji namówił Andreasa Richtera (posiadacza słynnego w ostatnich dniach georadaru) i Piotra Kopra, „znalazców” złotego pociągu do wygłoszenia ich oświadczenia przed kamerami telewizyjnymi. I tak, mój weekend, który miał być spokojny, zamienił się w kolejny odcinek pociągowej telenoweli. Bo: przede wszystkim znalazcy pokazali skan georadarowy, na którym opierają swoje wnioski, po drugie oświadczyli, że mają niezbite dowody na istnienie zasypanego pociągu (od wczoraj wiemy więc, że pociąg nie jest w tunelu), po trzecie wojsko przystąpiło już do pracy.

Skan georadarowy zaprezentowany przez odkrywców wywołał prawdziwą burzę. Robert Kmieć z Narodowej Agencji Poszukiwawczej twierdzi, że ten sprzęt to bubel, a teren można zbadać w ciągu kilku godzin magnetometrem protonowym, bo georadar, jakikolwiek, niewiele tu wskóra. Dr Wiesław Nawrocki, dyrektor w spółce Zakład Badań Nieniszczących KGP również podważa, delikatnie mówiąc, możliwości „siedemsetki”. Tymczasem sprawa robi się coraz bardziej zaplątana i niezrozumiała. Bo, choć panowie Koper i Richter oświadczyli, że miejsce „skarbu” wskazują na podstawie wyłącznie własnych badań, to przecież jak twierdzi 84-letni Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik, który jako pierwszy zdobywał informacje o „pociągu”, obaj panowie często u niego bywali, korzystali z jego dokumentów i przeprosili teraz za złożenie zawiadomienia o pociągu bez jego wiedzy. Akces do złotego pociągu złożyła też kolejna osoba, która pozostaje w tej chwili jeszcze anonimowa. Ale, nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu. Wszystko to dzieje w atmosferze niedopowiedzeń, podejrzeń i sensacji, a mogłoby przebiegać spokojnie i pełnej emocji, ale czystej atmosferze. Dziennikarzom trudno uzyskać jakiekolwiek informacje, skan z georadaru wygląda jak niewprawne próby eksperymentowania z jakimś programem graficznym, powstaje więc pytanie, w jakim naprawdę celu zostało pokazane? Telewizyjne wystąpienie „znalazców” tylko jeszcze pokomplikowało wszystko. Nie wiem, jak to się skończy, ale na razie wygląda tak, jak rozmowa Eda White’a z Daily Mail, który otrzymał polecenie, żeby koniecznie rozmawiać ze znalazcami. Ed odnalazł Piotra Kopra i właśnie zrelacjonował mi przebieg ich spotkania.
– Rozmawiałem właśnie z panem Koprem.
– I co ci powiedział?
– Że nie chce ze mną rozmawiać.

Komentarze

Twój adres E-mail nie zostanie opublikowany na tej stronie.

Kod zabezpieczający *