W świecie arystokratów – zapraszam do Doliny Pałaców i Ogrodów

Kotlina Jeleniogórska jest dla mnie jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Nazywana Doliną Pałaców i Ogrodów w XIX wieku stała się ulubionym miejscem wypoczynkowym pruskich arystokratów. Zamek królewski w Mysłakowicach, książęcy w Karpnikach, w Wojanowie należący do ukochanej córki władcy – to tylko niektóre z przepięknych rezydencji w tym regionie. Ale Dolina nie tylko zamkami i pałacami stoi. To przede wszystkim Wielka Historia, bliskość Karkonoszy i wspaniale okiełznana, zamknięta w romantycznych parkach, przyroda.  I o tym właśnie zrobiliśmy film. 29 listopada odbyła się premiera „Doliny Pałaców i Ogrodów” fabularyzowanego dokumentu w reżyserii Macieja Kieresa i Wojciecha Piotrowskiego, do scenariusza Daniela Jasińskiego, w którym mam przyjemność być prowadzącą. Serdecznie zapraszam na ten film, pokazujemy w nim dziesięć wieków dziejów rodu Schaffgotschów, najpiękniejsze budowle w tej okolicy, cudowny park w Bukowcu, zamki Bolczów i Karpniki, pałace w Czernicy, w Cieplicach i w Bukowcu, a także dwór w Janowicach Wielkich. Jeżeli jeszcze nie byliście w tej części Polski, koniecznie znajdźcie na to kilka dni. Wejdźcie na Sokoliki, odszukajcie ruiny Bolczowa, popłyńcie za srebrną wstążką Bobru.

Film będzie można oglądać m.in. na antenie telewizyjnej Trójki, namawiam również do przeczytania mojej książki „Dolina królów. Zamki i pałace u stóp Karkonoszy”, z którą poznacie największe tajemnice Kotliny Jeleniogórskiej i zajrzycie w zakamarki, do których rzadko kto dociera.

a2

Wystarczy jedno spojrzenie, żeby zrozumieć, dlaczego uważam tę okolicę za jeden z najpiękniejszych zakątków Polski.

a5

Wieża w Siedlęcinie – to tutaj znajduje się jedyny na świecie fresk przedstawiający historię Lady Ginewry, żony króla Artura, tego od Rycerzy Okrągłego Stołu.

a13

Pałac w Czernicy, pełen duchów i tajemnic, to tutaj Sonderstab Musik zdeponował w czasie II wojny światowej liczne zbiory muzyczne.

a1

Maciej Marek Malinowski, właściciel pałacu w Czernicy pokazuje mi renesansowe wnętrza pokryte malowidłami.

a11

Mauzoleum Schaffgotschów w Raszowie, tutaj zabieram Was w naszym filmie. W centrum mauzoleum stoją dwa podwójne nagrobki w formie tumb, czyli o kształcie skrzyni ozdobionej płaskorzeźbami. Na pierwszej z nich widać leżącą parę, u stóp której siedzą dwa lwy. Znajduje się tu inskrypcja z 1567 roku. W grobowcu spoczywają Hans I Schaffgotsch (zmarł w 1565 roku) z żoną Salome (która odeszła dwa lata później). Druga tumba należy do Hansa II, syna Hansa I (umarł w 1572 roku) i jego żony Margarethy, która odeszła dwa lata później. Na grobowcu nie ma jednak wyrytej daty, co może świadczyć o tym, że zamówiła go Margaretha, a potem nikt już nie zadbał o to, żeby upamiętnić i ją.

a14

W Maciejowcu zostało jeszcze wiele, oryginalnych detali. Arkadiusz Sumisławski, jego obecny właściciel zakochał się w tym zabytku od pierwszego wejrzenia.

a6

Książęcy pałac w Karpnikach, dziś zamieniony na luksusowy hotel.  Wnet zacznie tu powstawać nowoczesne SPA. To jeden z niewielu obiektów, w którym wnętrza zostały odtworzone niemal jeden do jednego zgodnie z wzorcami z XIX wieku.

a10

I takie miejsca jeszcze można znaleźć w Kotlinie.

a7

Bez słów, po prostu pięknie.

a12

Rudawy Janowickie ze Śnieżką w tle. Czy można się dziwić władcom, że taki widok chcieli podziwiać podczas wakacji?

a3

Zapraszam do lektury!

Prawdziwa historia złotego pociągu

Piętnaście lat temu Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik i Andrzej Gaik, policjant zaczęli kopać przy torach kolejowych pomiędzy Świebodzicami i Szczawienkiem. Szukali zaginionego pociągu, który pod koniec wojny miał przewozić złoto. Pociąg zniknął gdzieś na tej trasie, a miesiąc temu, po tym jak dwóch mężczyzn zgłosiło, że znają miejsce jego ukrycia, ponownie  spowodował w Polsce prawdziwą gorączkę złota. Jeśli chcecie wiedzieć jak to się zaczęło, zapraszamy do książki Joanny Lamparskiej „Dolny Śląsk, jakiego nie znacie”.

Fot. autor Rafał Gieroń
https://www.facebook.com/StudioGieron

Kroniki oblężonego pociągu III

Skan przedstawiający rzekomy pociąg zasypany w Wałbrzychu fachowcy uważają za niewiarygodny. „Znalazcy” założyli spółkę, z której strony pochodzi obraz z georadaru.

Dziesięć dni temu siedziałam we wrocławskim studiu TVN, czekając na łączenie z Warszawą. Przed rozmową ze mną telewizja emitowała reportaż z Gór Sowich, w którym występowali dwaj, dobrze znani mi panowie i trzeci, którego do tej pory nie spotkałam. To właśnie ten trzeci powiedział, że istnieje znakomity georadar KS-700, na którego odczycie można zobaczyć ukryty w tunelu pociąg, nawet z wieżyczkami. Potem, już poza ekranem, dziennikarz wyjaśniał, że taki georadar ma w Polsce tylko jedna osoba, pewien biznesmen. Wnioski nasunęły się same.

Kroniki oblężonego pociągu II

Fot.: to zdjęcie „wymyślił” Jerzy Cera, znakomity badacz tajemnic Gór Sowich.

Tom ze znanego brytyjskiego dziennika plącze się od kilku dni po Górach Sowich i szuka esesmana, który na łożu śmierci opowiedział o złotym pociągu. Na Allegro można już wylicytować  cały skład, dziś rano kosztował ponad dziesięć tysięcy.  Na słynnym 61 kilometrze wybuchł wczoraj wieczorem pożar, prawdopodobnie zaprószony przez którego z gapiów. Rano dostałam pierwszy pociągowy wiersz, a od soboty mam piękną koszulkę z pociągiem i napisem  EXPLORE Aubrzych. Pociągowe szaleństwo zatacza coraz szersze kręgi, a do mnie dzwoni tyle osób, że trudno  uwierzyć w jakikolwiek inny, pozbawiony złotego pociągu, świat. Ponieważ Złoty Pociąg jest jak potwór z Loch Ness, można o nim mówić wszystko, bo i tak, na tym etapie, nikt nie jest tego w stanie sprawdzić.  Ile wiemy dzisiaj?

Międzylesie: W labiryncie tajemnic

Marzenia o własnym pałacu można jeszcze zrozumieć. Ale, żeby tak od razu kupować zamczysko, giganta na samym końcu świata? To już lekka ekstrawagancja. Tymczasem Jerzy Adamiczka i Jacek Cząstkiewicz, jak wybierali, od razu wzięli sobie na barki dziewięć tysięcy metrów kwadratowych. Poszli na całość i zainwestowali w siedemsetletni zabytek w Międzylesiu, niemal tuż przy polsko-czeskiej granicy. I tak stali się właścicielami kompleksu otaczającego, ozdobiony krużgankami, renesansowy dziedziniec, barokowego pałacu dobudowanego do starszych murów, historii austriackiego rodu Althannów, ducha księżniczki i zagadki zamkowego skarbu. Brakuje im chyba tylko kozy, ale tak na poważnie, to w planach mają wypożyczenie kucyków, na których mogłyby jeździć dzieci zamkowych gości. Na razie po dziedzińcu biega Fakir, wielki czarny pies Jerzego Adamiczki.

Pałac w Gruszowie: skarby z biblioteki, rezydencja jak z angielskich powieści i tajemnicza skrytka

Ona, trochę zakręcona, jak to artystka. On, elektronik z wykształcenia, mocniej stoi na ziemi. Kiedy opowiadają o swoich pomysłach na pałac, często razem trzymają się za ręce. W stylowych wnętrzach, na tle bogato zdobionych tapet, w rozproszonym świetle, które wpada z parku, wyglądają trochę jak państwo hrabiostwo z początku XX wieku. Ich dom ma klimat, na który niektórzy pracują przez pokolenia. Im udało się w osiem lat.

Będkowice: W cieniu Śląskiego Olimpu

Trudno gdybać nad tym, co jadali właściciele dworu w Będkowicach, na pewno jednak uwielbiali piwo. Jeśli kamienie nauczą się kiedyś mówić, to opowiadać będzie o tym wejście do dworu. Ma piękny, renesansowy portal z piaskowca i dziwne wgłębienia po bokach, gdzieś tak na wysokości czterdziestu – pięćdziesięciu centymetrów. Lesław Pańczyszyn, właściciel dworu przypuszcza, że te wgłębienia mają związek z kulinarnymi gustami dawnych gospodarzy.