BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Będkowice: W cieniu Śląskiego Olimpu

Trudno gdybać nad tym, co jadali właściciele dworu w Będkowicach, na pewno jednak uwielbiali piwo. Jeśli kamienie nauczą się kiedyś mówić, to opowiadać będzie o tym wejście do dworu. Ma piękny, renesansowy portal z piaskowca i dziwne wgłębienia po bokach, gdzieś tak na wysokości czterdziestu – pięćdziesięciu centymetrów. Lesław Pańczyszyn, właściciel dworu przypuszcza, że te wgłębienia mają związek z kulinarnymi gustami dawnych gospodarzy.

– Tędy wnoszone były beczki z piwem. To najprawdopodobniej było szesnastoprocentowe piwo warzone w Świdnicy, przywożone tutaj w beczkach o pojemności stu pięćdziesięciu litrów. Ich najszersza część nie zmieściłaby się w tym przejściu. W jednym miejscu wejście zostało więc poszerzone – mówi obecny właściciel. Potwierdza to Cezary Buśko, wrocławski archeolog. Przypomina, że podobnie robiono w kamienicach w samej Świdnicy, choć czasem ościeże wycierało się od przepychania beczki, a czasami było po prostu poszerzane. Ze Świdnicy do Będkowic jest zaledwie około dwudziestu kilometrów, transporty z piwem nie musiały długo jechać, a jęczmienny, a potem pszeniczny napój z tego miasta miał (do czasu) cenioną jakość. Kto wie, może właściciel dworu siadał sobie przed domem i z kuflem piwa, spoglądał na Ślężę, górę pełną czarów? Bo, co jak co, ale widok z okien dworu jest nie podrobienia.

Pod górą kalendarzową

Będkowice powstały w miejscu wyjątkowym. Po wschodniej stronie Masywu Ślęży, na wysokości 200-222 m npm.  Choć Ślęża nie jest wielka jak Mont Everest, ani sławna jak Olimp to wzbudza o wiele więcej emocji niż jakiekolwiek inne wzniesienie. Dlaczego? Bo wyrasta nieoczekiwanie na wielkiej pustej przestrzeni, podobno ukryte są na niej skarby, nazistowskie fabryki oraz sztolnie, ma mnóstwo legend i badacze wciąż spierają się o genezę jej powstania. O Ślęży powstają poematy i setki książek. Już w XVIII wieku Gottfried Heinrich Burghardt pisał, że nazywa się ją często Śląską Wyrocznią albo Calender. „Nauczono się bowiem z długiego doświadczenia, że wówczas, gdy góra nakłada sobie czepiec, to znaczy, kiedy chmury opuszczają się na jej szczyt, przyczepiając się do niego, wówczas z pewnością spadnie ulewa, albo w innej porze roku spadnie śnieg (…) Dlatego ów wierzchołek wydaje się być zręcznym astrologiem przepowiadającym przyszłą pogodę. Dlatego śląscy rolnicy nie muszą kupować kalendarzy” (tłum. Wojciech Kunicki za „Podróż na Górę Ślężę, Wrocław 2012). Z zachodnich okien dworu właściciele mogli więc bez problemu obserwować szczyt Ślęży i przewidywać pogodę.

Niestety, o samych Będkowicach ciągle niewiele wiadomo. Wieś została po  raz pierwszy wymieniona w 1209 roku, w dokumencie księcia śląskiego Henryka I Brodatego, który został wystawiony dla opactwa augustianów na Piasku we Wrocławiu. Dokument ten określał przebieg granicy pomiędzy włościami księcia a ziemiami zakonników w tym regionie. Ponad trzy wieki później po dawnej stronie księcia stanęła rezydencja otoczona fosą, bardzo prosta w formie, surowa, a przez to monumentalna. Trudna dla obecnego właściciela, bo to nie młody pałac z krótką przeszłością. To nie zamek opisany przez setki historyków. To prawdziwy, renesansowy kolos z tajemnicami, których nie sposób wyjaśnić, bo od wieków nie żyją ludzie, którzy znali odpowiedzi na większość pytań. Tutaj należy wydzierać informacje ze ścian, działać powoli, ale  i rozważnie.

– Zawsze chciałem mieć zamek. Nie pałac, ale właśnie zamek. Surowy, duży, wielopokoleniowy – mówi Lesław Pańczyszyn. We Wrocławiu ma sklep z bronią, ale razem z żoną zdecydowali, ze zamieszkają w Będkowicach. Ze stolicy Dolnego Śląska to tylko czterdzieści kilometrów, ale i aż czterdzieści, kiedy już zakosztuje się wiejskiego życia. Najpierw dojeżdżali do dworu z miasta, zastanawiali się nad urządzeniem w zabytku hotelu i restauracji. Potem powoli zmieniali plany i ani razu nie żalą się, że na początku spali w zrujnowanych i wyziębionych pomieszczeniach. Raz spróbowali rozpalić w dworskim piecu. Narobiło się tyle dymu, że znowu trzeba było wietrzyć i temperatura we wnętrzach spadła z jedenastu stopni Celsjusza do pięciu. Poprzedni, dawni gospodarze zamurowali jedno z okien, żeby ocieplić budynek. Ale obecni gospodarze widzą, co się dzieje na Ślęży i – jeśli wierzyć starym zapisom – informacje o nadchodzącej pogodzie mają z pierwszej ręki. Na stałe zamieszkali zresztą w zabudowaniach gospodarczych naprzeciwko dworu. W ten sposób cały czas mogą podziwiać swoją rezydencję.

Dwór obronny na wodzie

Zanim powstał dwór, w jego miejscu stała wieża obronna, a potem zamek wystawiony przez ród Gellhornów. Nickel Gellhorn rozebrał warownię do fundamentów i w 1546 roku zaczął wznosić nową, bardzo okazałą siedzibę. Miała charakter obronny, okienka strzelnicze na poziomie piwnic i zwodzone przęsło mostu na fosie. Okna nie były zbyt duże, dwór nie jest wewnątrz zbyt jasny, ale harmonijne rozmieszczenie pomieszczeń, a także ich powierzchnia wynagradzały mieszkańcom niedogodności. Bezpośrednie zejście do piwnicy z części jadalnej umożliwiało szybkie dostarczenie trunków na stół.  Będkowicka siedziba była bardzo nowoczesna jak na swoje czasy, dr Artur Kwaśniewski sugeruje, że  Gellhorn mógł poznać styl życia elit brandenburskich bądź przebywał tam na dworze lektorskim. Tam podejrzał pewne pomysły i wprowadził u siebie. Pamiątką po inwestorze jest portal, przez który każdy, kto przyjedzie do Będkowic, musi przejść wchodząc do dworu.

Od 1671 roku przez prawie 180 lat wieś była własnością członków rodu von Zedlitz stanowiąc gniazdo jednej z gałęzi rodu. Im właśnie można przypisać pierwszą barokową modernizację będkowickiego dworu, co oznaczało m.in. zmianę kształtu dachu. W 1746 roku Zedlitzowie zamieszkali w barokowym pałacu w Kraskowie, a Będkowice przestały być stale zamieszkiwaną siedzibą. Od tej pory majątkiem zajmowali się zarządcy. Kolejni właściciele wnieśli zabudowania gospodarcze, które w nienagannym stanie przetrwały do 1945 roku. Potem w życiu Będkowic pojawił się PGR i wszystko zaczęło obracać się w perzynę.

– W 2001 roku w dworze w Będkowicach mieszkało kilka rodzin. Bez kanalizacji, prawie bez okien. Przez budynek wiało na przestrzał. Mieszkańcy wyrzucali śmieci prosto do fosy – wspomina Lesław Pańczyszyn. Mówiąc delikatnie, żadne doznania, ani węchowe, ani wzrokowe nie sprawiłyby tu nikomu przyjemności. Również budynki gospodarcze miały swój własny smrodek. Wcześniej PGR hodował tu ponad dwa i pół tysiąca świń, w budynkach składowana była kiszona kapusta i ogórki, sprzedawane podobno jeszcze dwa lata po okresie przydatności. Łatwo było również natknąć się na fekalia. Tak naprawdę więc Lesław Pańczyszyn kupił w 2002 roku stajnię Augiasza. I to bez przenośni. Robotnicy, którzy sprzątali to wszystko, musieli wkładać maseczki, ale i one na wiele nie pomagały.

Jeszcze był skład zużytych opon. Kilka tysięcy starych opon samochodowych rozrzuconych wokół dworu, w które zdążyły już wrosnąć drzewa.

– Sam wywiozłem prawie dwa tysiące – wspomina obecny właściciel. Musiał też wyczyścić fosę, którą otoczony jest dwór. Jeszcze chwila a góra śmieci przerosłaby samą Ślężę.

Lesław Pańczyszyn jest perfekcjonistą. Nie można nawet powiedzieć, że dokładnie zna każdy kamień w dworze, on zna każdy jego centymetr. I każdy z tych centymetrów jest jego wielką miłością. Mimo surowej bryły i jej rozmiarów, wnętrza dworu są przytulne, choć dziś jeszcze przypominają wielki plac budowy. Sam dwór można uznać za bezstylowy, ale jak pisze jego badacz i znawca dr inż. arch Artur Kwaśniewski „w świetle współczesnych założeń badawczych, bezzasadne staje się pojęcie „budowla bezstylowa”, bo owa „bezstylowość” to nie brak stylu, lecz powściągliwość języka formy”. Dlatego za mało atrakcyjną (na pierwszy rzut oka) powierzchownością dworu kontrastowały niegdyś jego wnętrza. Spod farby olejnej i powojennych tynków odsłaniają się powoli manierystyczne freski. Nad głową stropy z XVI-XVIII wieku, pod stopami częściowo oryginalne podłogi, w ścianach paleniska piecowe z XVII-XVIII wieku, Zdaniem dr Kwaśniewskiego  Będkowice są jednym z najcenniejszych źródeł dokumentujących życie nowożytnej szlachty na prowincji śląskiej. Po znaleziskach widać, że szlachta miała się dobrze i potrafiła otaczać się pięknymi przedmiotami.

Spod gruzów właściciel odzyskuje zabytkowe kafle. To prawdziwa orgia wzorów: od prostych po niezwykle finezyjne. Od wielkich, np. z postacią śpiącego myśliwego po mniejsze, przedstawiające domy. Dworki piec z XVIII wieku zdobi obecnie ekspozycję Muzeum Miejskiego we Wrocławiu w Pałacu Królewskim. Są również gliniane dzbany, unikatowe misy, szkło,  porcelana, nawet nocniki. I setki „drobiazgów” znalezionych i opisanych przez archeologów. Puzzle historii, które pewnego dnia uda się, być może, poskładać w całość. Lesław Pańczyszyn odkrył m.in. zabytkową porcelanę, obecnej wciąż na rynku, a założonej w 1869 roku firmy Villeroy & Boch. Kiedy oglądam te wszystkie skarby, aż trudno mi uwierzyć, że kryje je tylko ten jeden dwór. A co jeszcze czeka w ukryciu? Czasem dziwactwa. Mój gospodarz wyciąga tajemnicze pudło, w którym leżą… zmumifikowany kot i dwa szczury. Kota znalazł między deskami stropu. Najprawdopodobniej zwierzę się tam zaklinowało i zostało już na zawsze.

Będkowice mają dziś szanse na dołączenie do, ciągle niewielkiej, elitarnej grupy dolnośląskich zabytków, które wrócą do świetności. Trafiły dobrze. Obecni właściciele wzięli w dworze ślub, więc tak jakby związali się z nim na zawsze. Lesław Pańczyszyn mówi, że jego żona lubi to miejsce, on zaś darzy je miłością.  Dają sobie czas. Z taką materią jak dwór nie należy się spieszyć, gospodarz powoli kolekcjonuje antyki, projektuje nowe żygacze, skupuje stare bryczki i powozy. W tej chwili kładzie nowy dach. Podobnie jest z parkiem, w którym – ja sam się śmieje – ma własny archipelag. Pięć wysepek na jednym ze stawów, to jest coś! Mój gospodarz nawet na drodze okazuje przywiązanie do Będkowic. Na samochody zamówił dwie rejestracje: DO ZAMKU i DO DWORU. Nikt inny w Polsce takich nie ma. Ale też nikt inny nie mieszka pod najbardziej tajemniczą górą Dolnego Śląska.

 

Komentarze

Twój adres E-mail nie zostanie opublikowany na tej stronie.

Kod zabezpieczający *